O MNIE

Cześć !
Ja nazywam się Szymon Michalik i chciałbym opowiedzieć wam w skrócie moją historię jak doszło do tego, że dziś możecie to przeczytać tu na tej stronie. Zapraszam do lektury 😉

Swoją historię rozpocznę od szkoły zawodowej pomijając wcześniejsze wydarzenia z mojego życia, które mimo wszystko też miały ogromny wpływ na to w jakim punkcie życia jestem dzisiaj.

Kończąc gimnazjum przyszedł czas na pierwszy „samodzielny” wybór dalszej drogi naszego życia, a mianowicie „co chcesz robić w życiu”. Osobiście byłem kompletnie zdezorientowany co chcę robić w życiu i jaki kierunek dalszej edukacji wybrać. Pamiętam, że najbliższa rodzina bardziej się tym wyborem przejmowała niż ja sam co ostatecznie przyczyniło się do nałożenia na mnie sporej presji. Ostatecznie idąc za „dobrymi” radami (i kilkoma kolegami) wybrałem zawodową szkołę cukierniczą.

Gdy rozpocząłem swoją pierwszą „pracę” a mianowicie praktyki na cukierni(wrzesień 2004r), szybko się zorientowałem, że coś jest nie tak z moim życiem. Będąc na pierwszym roku szybko się okazało, że nieźle mi idzie lecz też szybko zrozumiałem, że czym jestem lepszym praktykantem tym mam więcej obowiązków a korzyści za tym idących było niewiele… Wtedy po raz pierwszy w życiu poczułem się wykorzystywany przez system w jakim jesteśmy wychowywani. Uczono nas jak stać się najlepszymi pracownikami żeby po szkole podjąć pracę w danym zawodzie i najlepiej spędzić w niej całe życie będąc posłuszną „marionetką” (w dodatku najczęściej za pieniądze nieadekwatne do wykonywanej pracy -.-’)

W związku z tym przeżyłem dosyć buntowniczy okres w moim życiu, z jednej strony chciałem robić coś innego a z drugiej nie wiedziałem co… Szkoła w ogóle nie przygotowała mnie do tego czym jest prawdziwe życie.

Szkołę cukierniczą w efekcie zawaliłem rzucając ją na 3 roku, lecz praktyki odbębniłem do samego końca. Skłamałbym twierdząc, że nie wyniosłem niczego z tych 3 lat na cukierni, po latach też zrozumiałem kilka lekcji współwłaścicieli ów cukierni, których z resztą pozdrawiam 🙂 Najbardziej jednak utkwiła mi w głowie historia tego jak ci dwaj panowie rozpoczynali swoją przygodę w biznesie piekąc samemu dziennie pączki i je sprzedając, dzięki ciężkiej i systematycznej pracy dorobili się własnej piekarni z pracownikami i kilku małych cukierni gdzie sprzedają swoje wypieki oraz dowożą je innym sklepom do dnia dzisiejszego. Po latach widzę jaką długą i krętą drogę musieli oni przejść żeby coś osiągnąć i nie być też pracownikami na etacie tylko ich zatrudniać.

Wracając do mojego życia, wraz z końcem przygody w cukierni postanowiłem skończyć jakąś szkołę i zapisałem się do liceum wieczorowego oraz podjąłem moją pierwszą prawdziwą pracę na umowę o dzieło. Świat w tym okresie był w kryzysie po upadku jednego z najstarszych i największych banków inwestycyjnych na świecie – Lehman Brothers (był to rok 2007) dlatego w Polsce wykorzystano ten fakt tworząc tzw. „umowy śmieciowe”. Mając ~20 lat rozpocząłem wtedy pracę przy rozbiórce lamp samochodowych z defektami i mieleniu materiałów na kruszywo z którego powstawał granulat do dalszej obróbki.

Pracowałem wtedy minimum 8h + 2/4h nadgodzin na które chętnie chodziłem jeśli tylko szkoła wieczorowa mi na to pozwalała. Moje zarobki na tamten czas dochodziły nawet do 1700zł miesięcznie „na rękę” co było naprawdę dobrym wynikiem. OK, tylko co z tego skoro nikt prędzej nie nauczył mnie jak efektywnie zarządzać swoimi zarobionymi pieniędzmi (choć i tak na tle rówieśników a nawet osób starszych, moje zarządzanie kapitałem było dosyć przyzwoite) Jednak jak to mawiają „wszystko co dobre szybko się kończy” i wraz z odejściem obecnego kierownika przyszły ciężkie czasy w firmie. Paradoksalnie pracy przybywało a wypłaty były coraz mniejsze (pewnie nie jedna osoba czytająca to, przeżyła podobną sytuację na własnej skórze).

Wtedy też pojawiła się okazja zmiany pracy kilkaset metrów od obecnej i w sumie długo się nie zastanawiałem więc pracę zmieniłem, gdyż poziom mojej frustracji na obecną przekroczył poziom krytyczny. Tak też w 2009r. przeniosłem się na hartownię stali omamiony możliwością otrzymania stałej umowy o pracę. Po około 6-8 miesiącach taką umowę otrzymałem. W międzyczasie dokończyłem liceum wieczorowe bez matury w 2010r, miałem ambitne plany pójścia szybko do szkoły policealnej ale etat trochę mnie rozleniwił. Jednak jak w pierwszej tak i w drugiej pracy zaczynały się momenty krytyczne, kiepskie pieniądze za ciężką pracę, brak premii przez 2,5 roku czasu, pogarszająca się atmosfera w pracy. Ogólnie rzecz biorąc czułem się jak w przysłowiowym „wyścigu szczurów” gdzie jeden szczur jest gotów pożreć innego bądź odgryźć sobie samemu część ciała po to by przeżyć… (swoją drogą czy to nie przykre ?)

Ponownie po przekroczeniu kolejnego poziomu frustracji na pracę i swoje życie postanowiłem wrócić do szkoły by opuścić firmę w której nie mam szans na rozwój osobisty jak i finansowy. Tak więc w wrześniu 2013 roku zapisałem się do szkoły policealnej na kierunek architektura wnętrz gdyż posiadam trochę zdolności manualnych i chciałem je rozwinąć a był to jedyny kierunek na którym były zajęcia z rysunku (szkołę ukończyłem rok później).

Powrót do szkoły był naprawdę dobrym pomysłem, poznałem sporo nowych ludzi, mój umysł znów zaczął chłonąć wiedzę z przyjemnością i zachęciło mnie to do pójścia o krok dalej a mianowicie zacząłem się interesować książkami o tematyce „zarabiania pieniędzy”. Na początku zacząłem odsłuchiwać w pracy na słuchawkach (jeśli była taka możliwość) książkę Napoleona Hill’a „Myśl i bogać się”. Jak się później okazało to był mały przełom w moim życiu, ten audiobook dał mi zastrzyk chęci i dodatkowe powody by uwolnić się z pracy na etacie i nie uczestniczyć w tym chorym „wyścigu”.

W międzyczasie rozstałem się z swoją dziewczyną, było sporo powodów tego rozstania (które zresztą dosyć ciężko przeżyłem) ale jednym z nich był brak pieniędzy i potrzeba posiadania ich więcej jeśli myślimy w kategorii założenia rodziny. Miałem wtedy więcej czasu na przemyślenia i doszedłem do wniosku, że chcę „coś” w życiu osiągnąć. Wtedy też pierwszy raz natknąłem się na temat zarabiania przez internet i pomyślałem sobie, to coś dla mnie, to moja szansa. Postanowiłem więc postawić swoje pierwsze kroki w tym temacie i poniosłem sporą porażkę, nie dałem rady wtedy nic konkretnego zarobić. Za częściową przyczynę swojej porażki uważam skupienie się głównie na informacjach z różnych forum o zarabianiu online. Praktycznie niczego wartościowego z tego nie wyniosłem a wręcz coraz bardziej się zniechęcałem i bałem to robić. Większość zgromadzonych tam ludzi nigdy niczego konkretnego nie zarobiła a sprawiają wrażenie ekspertów w tej dziedzinie oceniając każdy biznes i firmę wyłącznie z poziomu swojego monitora i ukrywając się za awatarem i ksywą. Ostatecznie przez czytanie tych głupot tylko zraziłem się do tematu na jakiś czas i nie ukrywam wystraszyłem, że w internecie to tylko Cię okradną „naganiacze” a każdy biznes to „piramida finansowa” (swoją drogą szkoda, że Polacy tak ochoczo nie hejtują ZUSu).

Krótko po zrezygnowaniu z poszukiwania zarobku online z powodów zdrowotnych spędziłem 3 miesiące w szpitalu, to był zarazem jeden z najtrudniejszych momentów w moim życiu a zarazem jeden z najlepszych bo wiele się nauczyłem o samym sobie co w rezultacie owocuje do dnia dzisiejszego. Po wyjściu ze szpitala postanowiłem się zwolnić z hartowni i rozpocząć nową pracę oraz nowy rozdział w życiu. Zostałem wtedy dozorcą osiedli, to była praca w pod firmie administracji. Pracę oficjalnie rozpocząłem 1 stycznia 2015r.

Praca była bardzo spokojna w porównaniu do poprzednich. Ale to co zobaczyłem pracując jako dozorca było bardzo przykre… do moich obowiązków należało głównie sprzątanie, organizacja zieleni (w zimę odśnieżanie) oraz zgłaszanie większych awarii. Na jednym z osiedli 2 razy w tygodniu trzeba było wyciągnąć kubły z zsypów i tu się zaczyna moim zdaniem koszmar tego świata a mianowicie ile LUDZIE MARNUJĄ JEDZENIA !! Z jednej strony ludzie marnujący jedzenie za własne ciężko zarobione pieniądze a z drugiej osoby, które chodziły po tych śmietnikach w poszukiwaniu jedzenia… Największym ciosem w moje serce był widok w święta kiedy tego jedzenia marnowało się najwięcej. To była twarda lekcja życia do przegryzienia. Ludzie nie doceniają tego co mają a wystarczy wyjść z klatki i spojrzeć do zsypu by zobaczyć całkiem inny obraz życia.

Z moim szefem pracowało mi się na początku bardzo dobrze jak się później okazało planowaliśmy wspólną współpracę na innej płaszczyźnie a mianowicie chodziło tutaj o to, że maluję artystycznie. Byłem też już wtedy zaznajomiony z aerografem co go bardzo interesowało gdyż on prowadził warsztat motocyklowy i wpadliśmy na pomysł żebym malował dla niego. Zrobiłem wtedy profesjonalny kurs aerografii w Elblągu u Piotra Parczewskiego (fantastyczny człowiek pełen pasji w tym co robi. Jeśli jakimś zrządzeniem losu to czytasz Piotrze to pozdrawiam Cię z całego serca)

No ale jak to w życiu bywa „nic nie trwa wiecznie” i moja współpraca z szefem zaczęła się sypać, standardowo więcej obowiązków, pensja ta sama… Byłem już tak zrażony pracą na etacie oraz obcowaniem z ludźmi, że temat zarabiania w internecie powrócił. Świadomość tego, że inni tak zarabiają a ja nie potrafię dobijała mnie i postanowiłem ponownie spróbować się tego wszystkiego nauczyć. Na szczęście dla samego siebie, jestem upartym człowiekiem i do tematu ponownie powróciłem (były to okolice czwartego kwartału 2015r). Z początku ponownie rozpocząłem jako bierny obserwator analizując wszystko jeszcze raz. Natknąłem się wtedy na pierwszą jak się okazało rzetelną osobę. Była to Joanna Sitarz (Z całego serducha Cię pozdrawiam Joasiu !) jest ona tzw. mentorem czyli takim nauczycielem, który uczy ludzi jak prowadzić biznes przez internet i się z tego utrzymać. Na początku podszedłem do niej bardzo sceptycznie i ostrożnie, mając w pamięci „fachowców” z for internetowych. Jednak ku memu zdziwieniu, bardzo szybko przekonałem się ile ta osoba posiada kompetentnej wiedzy, na temat tego jak zarabiać wykorzystując internet a nawet jak zarabiać na swojej pasji w internecie ! Dowiedziałem się też o tym, że w internecie są organizowane szkolenia a nawet, że jest już w Polsce możliwość stacjonarnej nauki tego wszystkiego, zadziwiające prawda? Zacząłem się więc uczyć, jak nigdy dotąd w życiu lecz jak się później okazało, wiedza teoretyczna to nie wszystko, brakowało mi jeszcze odwagi i pewności siebie w robieniu tego wszystkiego a co za tym idzie – praktyki.

W styczniu 2016r zostałem pierwszy raz w życiu bezrobotny. Byłem nie tylko bezrobotny ale i niezdolny do podjęcia nowego etatu ze względu na uszkodzenie kręgosłupa na siłowni, który paradoksalnie „dobiłem” w pracy po czym ją straciłem… Ta z pozoru zła sytuacja okazała się jednak drzwiami na nową drogę w życiu. Nie mówię tu tylko o pieniądzach, ale też o zdrowiu i czasie który jest bezcenny. Nie będę też ukrywał, że na początku było mi cholernie trudno, kręciłem się po domu nie wiedząc co zrobić z taką ilością czasu a do tego dokuczał mi niesprawny kręgosłup.

W głowie kłębił się niepokój a wraz z nim pytania a co jeśli nie dam rady ? co się stanie gdy skończą mi się oszczędności ? co jeśli nie gospodaruję pieniędzmi tak dobrze jak zawsze myślałem? może powinienem wrócić na etat jak tylko podleczę plecy ? ale co dalej ? dla pieniędzy mam z siebie zrobić kalekę? ten stan trwał około 1,5 miesiąca raz były lepsze dni raz gorsze, na szczęście mam oparcie w rodzinie (nie te finansowe).

Otoczony wspaniałymi przyjaciółmi, których gromadziłem przez całe życie otrzymałem wsparcie mentalne jak i wiarę w to, że mogę tego dokonać. Jeden z nich dał mi coś więcej, była to książka R.Kiosakiego „Bogaty Ojciec Biedny Ojciec”, którym się zresztą od jakiegoś czasu się fascynowałem to niewątpliwie jedna z najbardziej wartościowych książek jakie przeczytałem w całym swoim życiu. Autor otwiera oczy na problemy współczesnego świata, w szczególności na problem edukacji dzieci i młodzieży, zacofania w myśleniu o swojej pracy zawodowej, naiwności, że państwo samo w sobie jest w stanie zagwarantować nam dostatnie życie, gdy będziemy u schyłku wieku. Po przeczytaniu tej książki doszedłem do wniosku, że moje życie stało na krawędzi, książka nie zawiera przepisu na sukces „Jak stać się bogatym”, ale wskazuje, co powinniśmy zrobić, aby wziąć sprawy w swoje ręce i jak pomnażać swoje pieniądze. Cytując: “Głównym powodem naszych kłopotów finansowych jest to, że mimo długich lat nauki, nie nabywamy w szkole wiedzy o pieniądzach. Tak więc uczymy się pracować za pieniądze, a nie uczymy się o tym, jak pieniądze powinny pracować dla nas„

Wiedziałem że wykorzystanie tej wiedzy w praktyce wraz z potencjałem zarobkowym jaki oferuje internet to musi być to i wiecie co ? dalej miałem problem, problem który siedział w mojej głowie był to strach, brak odwagi a wiecie czym jest odwaga ? Oto moja definicja:

  • zaufaniem do samego siebie
  • nie ma życia bez ryzyka (to samo tyczy się biznesu)
  • podejmowanie decyzji. Każdego dnia musimy podejmować decyzje raz lepsze raz gorsze ale musimy
  • zaangażowanie
  • strach trzeba traktować jak swojego kompana gdyż on pozwala być czujnym i uważnym.

Rok 2016 był pod wieloma względami dla mnie przełomowym okresem w moim życiu ale wręcz muszę wspomnieć o jeszcze jednej osobie dzięki, której bardzo się rozwinąłem oraz poszerzyłem swoje horyzonty edukując się z zakresu finansów, inwestowania, ekonomii oraz technologii blockchain i kryptowalut. Tą osobą jest Tomasz Sychowski, którego również serdecznie pozdrawiam ! Tomka poznałem nie gdzie indziej jak w internecie, od samego początku jego wiedza i doświadczenie zrobiły na mnie ogromne wrażenie (zwłaszcza, że jest ode mnie starszy zaledwie o rok!). Pamiętam jak dziś, że 25 czerwca wybrałem się do Wrocławia na Akademię Milionerów live II organizowaną przez Ireneusza Fudro specjalnie po to żeby posłuchać wystąpienia Tomka. Prócz świetnego wystąpienia Tomka cała akademia okazała się być fantastycznym przeżyciem, z którego wyciągnąłem ogrom wiedzy i wskazówek na dalsze działanie. Tamtego dnia przekonałem się na własnej skórze, że krytykowane przez wielu płatne szkolenia to fantastyczna sprawa oczywiście o ile wybieramy odpowiednie osoby od których chcemy się uczyć 😉

Dziś mija ponad 2,5 roku odkąd nie pracuję na etacie i bardzo dobrze się z tym czuje, lubię być szefem własnego życia 😉 Fakt, mam teraz inne zmartwienia ale wciąż się uczę i za kolejne 2,5 roku, mam zamiar być w dużo lepszym punkcie, w którym będzie coraz więcej możliwości i okazji w życiu oraz czasu na realizację marzeń.

Dziś już wiem, że zarabiać w internecie się da i są na to różne sposoby tylko trzeba je poznać, dlatego zapewniam was, że każdy może znaleźć coś dla siebie. Wiem też, że wiedza finansowa, której nie uczą nas w życiu codziennym jest czymś wręcz priorytetowym dla każdego człowieka i mam zamiar ją cały czas przyswajać oraz dzielić się nią z ludźmi. W przyszłości mam też zamiar otworzyć studio artystyczne i robić to co lubię czyli tworzyć.

Pamiętajcie „nie ważne jak wolno robisz postęp i tak jesteś dalej od tych co nie robią nic” 😉 Dlatego serdecznie zachęcam wszystkich do robienia postępów w swoim życiu !

Na sam koniec chciałbym serdecznie podziękować mojej kochanej Mamie dzięki, której osiągnąłem tak wiele. Bez jej nieodzownej pomocy jestem pewny, że nie był bym dziś tu gdzie jestem oraz nie byłbym tym kim jestem dziś. Dziękuję Ci Mamo za twą bezgraniczną miłość, zaufanie i wiarę we mnie <3 Jesteś moją cichą bohaterką !!

Pozdrawiam Szymon 🙂